Vestigium.pl

Wyzwolenie Ankony, czyli ciągła bitwa o pamięć

Wyzwolenie Ankony było zwieńczeniem trwającej ponad miesiąc operacji 2. Korpusu Polskiego na wybrzeżu adriatyckim. Zdobycie portu w Ankonie miało niebagatelne znaczenie, gdyż umożliwiało aliantom prowadzenie dalszych działań ofensywnych przeciwko Niemcom w regionie Marche i skróceniu czasu wojny w tej części Europy. Dziś o froncie adriatyckim, pozostającym w cieniu Monte Cassino i innych wydarzeń 1944 roku, mówi się niewiele.

Ankona A.D. 1944

2. Korpus Polski po wielkim zwycięstwie w bitwie o Monte Cassino nie miał za wiele czasu, żeby odpocząć. Na froncie włoskim wciąż wojna była nierozstrzygnięta, a do jej zakończenia była jeszcze długa droga. Po otwarciu drogi na Rzym, Armia Andersa miała przed sobą gorący wakacyjny okres.

Przejęcie odcinka adriatyckiego przez 2. Korpus Polski nastąpiło 17 czerwca 1944 roku, kiedy to zluzował hinduską 4. Brygadę Piechoty. Od tego momentu wszelkie działania podczas kampanii adriatyckiej były całkowicie podporządkowane polskiemu dowództwu, na którego czele stał legendarny już generał Władysław Anders. W bitwie o Ankonę udział brały dwie dywizje piechoty – 3. Dywizja Strzelców Karpackich i 5. Kresowa Dywizja Piechoty, 2. Brygada Pancerna złożona z trzech pułków – 1. Pułk Ułanów Krechowieckich, 4. Pułk Pancerny „Skorpion” oraz 6. Pułk Pancerny „Dzieci Lwowskich”. Ponadto skład uzupełniały inne jednostki korpuśne, w tym 2. Grupa Artylerii, rozpoznawczy Pułk Ułanów Karpackich. Liczebność polskiej armii przed bitwą o Ankonę wynosiła około 43 tysięcy żołnierzy, włączając w to również Pomocniczą Służbę Kobiet. Pod polskie rozkazy podlegał również Włoski Korpus Wyzwolenia (CIL) w sile 25 tysięcy żołnierzy, dowodzony przez generała Umberto Utiliego, 7. Pułk Huzarów – brytyjska jednostka rozpoznawczo-pancerna i partyzanckie ugrupowanie „Patriotów z Maiella”, któremu dowodził Ettore Troilo. Uzupełnieniem 2. Korpusu Polskiego była włoska 111. Kompania Ochrony Mostów, która przeszła przeszkolenie komandosów i została przydzielona do Pułku Ułanów Karpackich.

Po stronie wroga sytuacja wyglądała następująco: Niemcy na odcinku adriatyckim nie dysponowali bronią pancerną ani osłoną lotniczą. Ich formacje tworzyły dwie dywizje piechoty (71 i 278), którym dowodził generał Harry Hoppe. Ich uzbrojenie składało się głównie z wyposażenia artyleryjskiego: działa szturmowe, włoskie działa samobieżne M42, spełniające rolę przeciwpancernych, a także przeciwpancerna broń jednostkowa.

Pierwsze starcie z Niemcami miało miejsce 21 czerwca 1944 roku. W kolejnych dwóch dniach nastąpiło silne przeciwnatarcie niemieckich żołnierzy, jednak później musieli uznać wyższość Polaków i wycofali się z linii obronnej usytuowanej na rzece Chienti w dniach 28-29 czerwca. Macerata, Potenza Picena i Civitanova Marche – te miejscowości jako pierwsze zostały wyzwolone przez polskie oddziały w dniu 30 czerwca.

Wycofanie się wojsk III Rzeszy nad rzekę Musone, rozpoczęło dwufazową bitwę o Ankonę, którą określa się mianem „bitwy loretańskiej” lub „wstępną bitwą o Ankonę”. Rozpoczęła się ona z dniem 2 lipca, gdy 2. Korpus Polski przekroczył Musone pod Loreto. Następnie polskie oddziały zaczęły przesuwać się w kierunku niemieckich punktów oporu na północ od wyżej wspomnianej rzeki i jej dopływu Fiumicello. 4 lipca zostaje zajęte Castelfidardo, a kolejne miasto – Osimo udało się zdobyć 6 lipca po ciężkich walkach, które prowadziła 3. Dywizja Strzelców Karpackich, wsparta czołgami 2. Brygady Pancernej oraz 7. Pułku Huzarów. W międzyczasie bataliony 5. Kresowej Dywizji Piechoty opanowały miejscowości Montoro, Santa Margherita, Centofinestre, Tornasano, Palazzo del Cannone i Villa Simonetti. W międzyczasie, w dniach 5-6 lipca, polscy żołnierzy ratowali przed pożarem bazylikę Santa Casa w Loreto, która po niemieckich nalotach stanęła w ogniu. Na pamiątkę tego wydarzenia w kaplicy poświęconej Polsce znajduje się witraż przedstawiający gaszenie pożaru. 9 lipca Dywizja „Nembo” Włoskiego Korpusu Wyzwolenia zdobyła Filottrano, a 13 lipca Włosi weszli do miejscowości Cingoli.

Kluczowymi pozycjami do otwarcia natarcia na Ankonę, było zajęcie wyżej wymienionych miejscowości. Walki o zdobycie portu w Ankonie rozpoczęły się o świcie 17 lipca 1944 roku. Główne uderzenie 2. Korpusu Polskiego zostało skoncentrowane na osi Monte della CresciaPolverigiAgugliano. Zadaniem piechoty i formacji pancernych było północne oskrzydlenie sił niemieckich. Zdobycie Ankony zostało zaplanowane w taki sposób, by niemieccy żołnierze pomyśleli, że główne natarcie nastąpi wzdłuż pasa nabrzeżnego na prawym skrzydle. Ten dywersyjny manewr miał za zadanie wprowadzić dezorientację wśród Niemców, gdyż w rzeczywistości Polacy przeprowadzili akcję lewą stroną, z głębi lądu. CIL miał osłaniać Polaków, a także zdobyć miasta Rustico i Santa Maria Nuova.

Bataliony 5. Wileńskiej Brygady Piechoty przy wsparciu artylerii i czołgów zdobywają zgodnie z planem Monte della Crescia. W tym samym czasie 3. Batalion Strzelców Karpackich zajmuje Santo Stefano. Ataki prowadzą także 2. Brygada Pancerna i 7. Pułk Huzarów – najpierw przeprawiają się przez rzekę Musone, a następnie o świcie 18 lipca zajmują Casenuove, Croce di San Vincenzo, Polverigi i Agugliano. Taktyka oskrzydlająca nie napotykała problemów. Celem żołnierzy 5. Kresowej Dywizji Piechoty były miejscowości Torrette, Chiaravalle, Falconara. W tym rejonie miało dojść do zamknięcia tak zwanego „kotła”, ale linie obronne Niemców, mimo oblężenia, umożliwiły niektórym oddziałom wymknięcie się. Finalnie udało się tego dokonać po południu 18 lipca, zaś u ujścia rzeki Esino dobę później. Natarcie Dywizji Strzelców Karpackich i Pułku Ułanów Karpackich pasem nabrzeżnym również złamało opór niemiecki, co umożliwiło żołnierzom tej drugiej jednostki wkroczyć do Ankony 18 lipca o godzinie 14:30. Port został zdobyty.

Wyzwolenie miasta i przejęcie kontroli nad portem było bardzo ważne. Po kilku dniach zaczęły przybijać statki handlowe, a także z zaopatrzeniem potrzebnym do prowadzenia dalszych działań wojennych, przede wszystkim zbiornikowce z benzyną. Naftociąg umożliwiał transportowanie paliwa z portu do magazynów rafinerii Anonima Petroli Italiana (API) w Falconarze. Z tego miejsca cysterny, ciężarówki i pociągi dostarczały benzynę do frontowych jednostek 8. Armii. Na początku sierpnia uruchomiono ponownie lotnisko w tej samej miejscowości. Wkrótce okolice Ankony pełniły rolę bazy alianckiej, dzięki której mogli prowadzić dalszą ofensywę adriatycką. Tym razem ku Linii Gotów.

Zwycięska bitwa o Ankonę miała nie tylko znaczenie czysto strategiczne. 2. Korpus Polski dowiódł, że nie jest zwykłą zbieraniną ludzi, którzy jedyne co mogą wygrać, to śmierć w walce, a nie w niewoli sowieckiej. Uznanie w oczach świata zdobyli już po bitwie o Monte Cassino, ale to kampania adriatycka pokazała pełnię możliwości tych żołnierzy. Tutaj bowiem w całości odpowiadali za prowadzone działania. Generał Władysław Anders kreślił plany natarcia na Ankonę, a 2. Brygada Pancerna, 3. Dywizja Strzelców Karpackich i 5. Kresowa Dywizja Piechoty bezbłędnie je realizowały. Nad Adriatykiem zrodziło się także polsko-włoskie braterstwo broni, gdzie Włoski Korpus Wyzwolenia, „Patrioci z Maiella” i 111. Kompania Ochrony Mostów wspólnie działali na rzecz wyzwolenia się spod nazistowskiego buta. W walkach o Ankonę, Loreto i inne okoliczne miejscowości zginęło blisko 500 polskich żołnierzy. Dziś spoczywają oni na Polskim Cmentarzu Wojennym w Loreto, razem z tymi, którzy polegli w sierpniowych walkach nad rzeką Metauro i na Linii Gotów.

Ankona A.D. 2016

Niestety dziś, 72 lata po bitwie, mało kto pamięta o tych wydarzeniach, a już na pewno nie politycy. O ile w czasach komunistycznej Polski pamięć o generale Władysławie Andersie i jego armii była celowo zacierana, to w erze „dobrej zmiany” mało kto się spodziewał, że 18 lipca w mediach – szczególnie publicznych – nie było ani jednej wzmianki o zdobyciu Ankony przez Polaków. Byłem tym zaskoczony w dniu przypadającej rocznicy. Dlatego zdecydowałem się poczekać z niniejszą publikacją, gdyż miałem nadzieję, że może w ciągu kilku następnych dni na ten temat coś się pojawi, chociażby w Internecie. Nadzieja nie do końca była płonna, ponieważ jeden z portali pamiętał o 72. rocznicy wyzwolenia Ankony. Chwała mu za to. Natomiast media, które określane są mianem mainstreamu, zawiodły na całej linii. Takie samo zdanie mam również o partii rządzącej, która tak ochoczo odwołuje się do uczuć patriotycznych. Szkoda, że tylko wtedy, gdy ma to przełożenie na słupki poparcia i coś jest bardziej nośne. Przecież nie opłaca się wysyłać delegacji na nieokrągłą rocznicę do regionu, w którym jest mało rodaków, do jakiegoś Loreto. Pomijam kwestię, że jest to błędne myślenie, a ja nie jestem doradcą politycznym. Rokrocznie w lipcu przez Loreto przewijają się setki polskich pielgrzymów i turystów. Termin organizowanych podróży nie jest przypadkowy, ponieważ zawsze ma miejsce skromna uroczystość upamiętniająca poległych na froncie adriatyckim na Polskim Cmentarzu Wojennym, co jest swego rodzaju atrakcją dla zwiedzających, a biura podróży na tym tylko zyskują. Sam miałem okazję uczestniczyć w tych obchodach i zaobserwowałem, że wielu turystów z kraju chętnie brało udział w nabożeństwie upamiętniającym wyzwolenie Ankony. Z uczestnictwa w takim wydarzeniu wynosi się więcej niż z lekcji historii, bo w szkole mówi się tylko o Monte Cassino i to jeszcze bardzo mało. Proszę zapytać kogokolwiek, czy wie co jest w Loreto. Wielu ludzi zapewne pierwszy raz usłyszy nazwę tej miejscowości. Świadomość w społeczeństwie na temat miejsc pamięci poległych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych jest mała.

Z tego miejsca aż chce się zaapelować do rządzących, a w szczególności do ministra Antoniego Macierewicza, że Monte Cassino to nie wszystko. Front włoski to szereg sukcesów polskiej armii, której przewodził wybitny dowódca – generał Władysław Anders. Już w 1949 roku w swoich wspomnieniach zatytułowanych „Bez ostatniego rozdziału” wyrażał nadzieję, że jego książka zostanie dokończona przez kształtujące się zdarzenia. Niestety, nie doczekał tego momentu, ponieważ zmarł w 1970 roku, a w Polsce przez kolejne dekady o jego dokonaniach mówiło się niewiele. Andersowcy pozostają w cieniu martyrologii przegranych powstań. Ostatni rozdział trzeba napisać teraz i zatytułować go „Pamięć o 2. Korpusie Polskim”. Jest ku temu dobra okazja – młodzież identyfikuje się z bohaterami narodowymi, powstaje sporo inicjatyw patriotycznych. Wystarczy tylko chcieć i pomyśleć. Jesteśmy to winni Armii Andersa, bo wiele wskazuje, że gdyby nie ówczesna zmowa Zachodu, to nasza Ojczyzna mogła poznać smak wolności znacznie wcześniej.

Zdjęcia z opisami znajdują się w galerii na facebookowym profilu Vestigium.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Enter Captcha Here : *

Reload Image